Wywoływanie krakowskich duchów

975x560-planty

Minął rok odkąd zamieszkałem w Krakowie. Czas na solidne podsumowanie. Jak się tutaj naprawdę żyje i o jakich duchach mowa ? 

Parę dni temu minęło dwanaście miesięcy odkąd czekałem na Dworcu Centralnym w Warszawie na pociąg, który zawiezie mnie do Krakowa. Miałem ze sobą skromny dorobek życia – parę książek, laptopa, notes, kilka innych rzeczy użytku codziennego i intuicję, że jest to najlepsze decyzja jaką mogłem podjąć w swoim życiu. Nie myliłem się.

Czas na krótkie krakowskie resumé. 

Miejsce to ludzie

Michel De Certeau – jezuita, francuski historyk, wykładowca akademicki – pisząc o przestrzeni miasta stwierdził, że miejsce istnieje wówczas, gdy jest nawiedzane przez rozliczne przyczajone w nim duchy, które można ”wywołać”. Nie chodzi zapewne tutaj o praktyki spirytystyczne W tym wypadku ”wywoływanie” duchów rozumiem jako ożywianie danego miejsca – przypominanie o tym, że miasto posiada swoją historię, wspomnienia, tradycję. Ożywianie miasta oznacza pamięć o tym, że po tych samych ulicach, rynkach, kawiarniach chodzili niegdyś ludzie, którzy sprawili, że miejsce posiada dzisiaj swoją niepowtarzalną duszę.

Niecierpliwy czytelnik mógłby zażądać, abym dał przykład – kim są te krakowskie duchy ?

Otóż odpowiadam. Może to być Piotr Skrzynecki, który codziennie wita uśmiechem na rynku Starego Miasta ludzi biegnących na uczelnię lub do pracy. Może to być Karol Wojtyła, który w październiku 1938 roku rozpoczął studia polonistyczne uczęszczając na zajęcia, które odbywały się na ulicy Gołębiej. Mógłby to być oczywiście też Jerzy Turowicz, którego cytat na Wiślnej do dzisiaj przypomina o tym, że: ”Zawsze pozostanie w głębi serca i umysłu człowieka nienaruszony obszar wolności. Miejsca, do którego nie mają dostępu prawa i policje, ani zabłocony but drugiego człowieka. Miejsce to będzie korzeniem, z którego odrastać będzie miłość dobra i prawdy”.

Z pewnością można byłoby wymieniać jeszcze wiele innych person – ludzi kultury, sztuki, polityki, sportu …

W tym właśnie objawia się miejsce – w ludziach. Chciałbym zaznaczyć, że nie tyczy się to jedynie osób znanych, szanowanych i wielkich. Najzwyklejsi (jakkolwiek to brzmi) ludzie tworzą żywą przestrzeń, czyli – idąc za De Certeau – praktykowane miejsce. Bezdomny siedzący codziennie w tym samym miejscu na Plantach, Pani Krysia ze sklepu spożywczego na Zwierzynieckiej, ekipa z Cafe Szafe lub Cafe Massolit, facet sprzedający swoją powieść za dziesięć złotych na Szewskiej, redaktor krakowskiego serwisu internetowego dojeżdżający do pracy na holenderskim rowerze – te wszystkie osoby sprawiają, że miasto jest żywe. Dzięki nim Kraków żyje.

W tym wszystkim dochodzę do mojego własnego doświadczenia Krakowa. Ustaliłem już, że miejsce to ludzie.

Dlatego mogę napisać, że spotkałem tutaj dziesiątki osób, które wywarły niemały wpływ na mój światopogląd. Dzięki setkom rozmów i wypitych kaw mogłem poznać Kraków przez pryzmat żywego spotkania – poznać lepiej siebie i miasto, w którym żyję.

Los sprawił, że na mojej drodze – na studiach i nie tylko – pojawiły się postaci niezwykle interesujące, pomocne i inspirujące, z którymi dzielę dzisiaj moją codzienność. Tym jest właśnie dla mnie Kraków – sumą spotkań i sytuacji. 

Żywe przedmioty

Podążając za tym, o czym pisał De Certeau, widzę, że wywoływanie duchów odnosi się również do przedmiotów miejskiej przestrzeni oraz subiektywnych wspomnień z nimi związanymi. Po roku anonimowe elementy obszaru miasta stają się żywe. Żyją wspomnieniami, sytuacjami, spotkaniami.

W pewnym momencie doszedłem do wniosku, że pozornie zwykła ławka nad Wisłą nie jest dla mnie kolejnym obiektem służącym do siedzenia – jest to przedmiot kojarzący mi się z konkretnym wieczorem, osobą i sytuacją. Tak samo jak kawiarnia na Jagiellońskiej nie jest następnym lokalem, lecz staje się miejscem, w którym wracają mi wspomnienia z wielu spotkań i rozmów, które tam przeprowadziłem.

Kiedy miasto zaczyna do nas mówić naszymi wspomnieniami, to oznacza, że miejsce, w którym mieszkamy nie jest nam obce, anonimowe.

From Cracow to Love

Kraków uważam za jedno z cenniejszych doświadczeń w życiu. Oczywiście – brakuje mi czasem Warszawy – warszawskiego klimatu, rytmu, twarzy, przyjaciół, rodziny. Brakuje mi ulic i miejsc opisywanych przez Prusa, Tyrmanda, Grzesiuka, Gałczyńskiego, Hłaskę i wielu innych.

Ale idąc za Koheletem, mówiącym –każda rzecz ma swój czas i każde przedsięwzięcie ma swój czas pod niebem – uważam, że to jest właśnie moment na Kraków.

Jedynie dobre duchy tego miejsca są w stanie powiedzieć ile to jeszcze potrwa i ile będą chciały mnie tutaj zatrzymać..

To był dobry rok.

Comments

comments