Dziesięć sierot i jedna wielka hipokryzja

Młody Uchodźca

O człowieku tekst – takim, jak ja i Ty. A także o tym, że zapominamy o tym, iż uchodźca ma twarz, marzenia, godność i prawo do życia. A dlaczego urodził się w Syrii lub Libanie? Nie wiem. Równie dobrze mógłbyś to być Ty. Albo ja.

W ostatnich dniach, przez serwisy społecznościowe i informacyjne, przetoczyła się dramatyczna informacja o tym, iż rząd Polski nie zezwolił na przyjęcie dziesięciu sierot z Syrii. Prezydent Sopotu – Jacek Karnowski – miał dostać od rządu negatywną odpowiedź na wniosek dotyczący przyjęcia młodych uchodźców z kraju pogrążonego w wojnie. Szukając źródeł tejże informacji dotarłem do tego, iż sytuacja jednak nie jest czarno-biała. Sprawa jest niejasna – jak większość rzeczy związanych z polityką – bowiem premier Beata Szydło broni się tym, że wcześniej nie było mowy o żadnych sierotach, tylko ”o bliżej nieokreślonej liczbie uchodźców”, a opozycja wykorzystuje medialny potencjał (brzmi to przerażająco) i kontynuuje retorykę, w której liderzy i opiniotwórcy stają się wielkimi obrońcami praw ludzi.

W tym wydarzeniu najstraszniejsze jest to, iż ”10 sierot” staje się uprzedmiotowionym symbolem służącym politycznym rozgrywkom. Temat uchodźców staje się dzisiaj pewnym kapitałem politycznym, który jest wykorzystywany do manipulowania opinią publiczną. Jeżeli rząd buduje mury, pozwala po cichu na dyskryminację, promuje nacjonalistyczne zachowania, to my strzelimy im za to – z lewego sierpowego – 10 sierot, które poruszą serduszka całego społeczeństwa polskiego. A wtedy, gdy już wszyscy się wzruszą i zapłaczą nad trudnym losem dzieci z Syrii to powstanie – już kolejny raz – ogólnokrajowy bunt przeciwko partii rządzącej. A wtedy szampana będzie otwierała ”garstka wybranych”, która od władzy obecnie została odsunięta na plan dalszy.

Człowiek

Oczywiście, że narracja i praktyki stosowane przez obecną partię rządzącą wobec uchodźców są zatrważające. Działania rządu, w których uchodźcy nie mają prawa wstępu na ziemie polskie okazują się skuteczną odpowiedzią na nastroje społeczne znacznej części obywateli. Tak działa demokracja – demos wybrał mędrców stojących na czele państwa, a mędrcy (jeden mędrzec?) skrupulatnie kontynuuje swoje poczynania. Jednakże – jeżeli ktoś posiada w sobie choćby krztynę z obserwatora społecznego, trochę wiedzy historycznej oraz zwykłą ludzką empatię – może zorientować się, że sprawy idą w kierunku bardzo niepokojącym.

Czyż nie jest niepokojące to, że religia jest narzędziem politycznym służącym argumentacji rasistowskich poczynań ? Szczerze napiszę – jako katolik (a w dodatku biały, Polak i hetero) – na tyle, na ile znam Ewangelię, to jest w niej raczej mowa o tym, aby miłować swoich nieprzyjaciół. Miłować. A także żeby szanować bliźniego jak siebie samego. A kimże jest ten bliźni ?

Czy jest to tylko mój współziomek, przyjaciel, dziewczyna, rodzice ?

No nie – bliźnim jest każdy człowiek żyjący na Ziemii. Każdy, bez wyjątku – bez względu na kolor skóry, wyznawaną religię, światopogląd, orientację seksualną, preferencje muzyczne (fan Beyonce też).

Tym myślowym labiryntem dochodzę do clue dzisiejszego tekstu, czyli podmiotowości ludzkiej osoby.

Nie chcę tutaj wplątać się w to, że piszę herezje nie opierając przytaczanych słów na rzetelnych źródłach. Bo może wytknąłby mi jakiś sprytny czytelnik (z całym szacunkiem dla tradsów), że bredzę, a inne religie – światopoglądy kontestujące prawilnie katolicką doktrynę – są dziełem złych mocy i należy je spalać natychmiast na stosie. Przepraszam zatem takiego delikwenta, ponieważ niestety piszę to wszystko posiłkując się dokumentami kościelnymi i Biblią. Źródłami, które – o dialogu międzyreligijnym (Sobór Watykański II, Deklaracja o stosunku Kościoła do religii niechrześcijańskich Nostra Aetate), ludzkiej podmiotowości (encykliki papieskie, m.in. Laudato Si – papieża Franciszka, Laborem Exercens – Jana Pawła II, a także inne dzieła odnoszące się do filozofii chrześcijańskiej), miłości dla każdej ludzkiej istoty (tutaj klasykiem rzucę – Nowy Testament i historia niejakiego Jezusa Chrystusa) –  mówią dosadnie i bez niedopowiedzeń.

Każdemu życiu ludzkiemu należy się szacunek. A rządzący – którzy w swojej polityce powołują się na wartości chrześcijańskie – wykorzystując religię do swoich interesów, populizmu i manipulacji stają się hipokrytami. Hipokryzją bowiem jest świecenie swoim obliczem w pięknych i wzniosłych katedrach, zapominając zarazem o tych, którzy dzisiaj pomocy najbardziej potrzebują.

Humanitarna Akcja

Chciałbym jeszcze – kontynuując myśl – powołać się na wielki autorytet w dziedzinie działalności humanitarnej i pomocy najbardziej potrzebującym. W poniedziałek miałem przyjemność uczestniczyć w XVII Dniu Islamu w Kościele katolickim w Krakowie. Oficjalnemu rozpoczęciu – we franciszkańskiej bazylice – przewodniczył bp. Grzegorz Ryś. Wśród gości byli m.in. Anetta Dziedzic – przewodnicząca Małopolskiego Ośrodka Ligi Muzułmańskiej w RP, bp. Rabban al-Qas – chaldejski biskup z irackiego Kurdystanu i założycielka Polskiej Akcji Humanitarnej – Janina Ochojska.

Po oficjalnym rozpoczęciu przenieśliśmy się do murów Uniwersytetu Papieskiego Jana Pawła II, aby uczestniczyć w panelu dyskusyjnym, w którym Janina Ochojska opowiadała o swoich doświadczeniach związanych z pomocą humanitarną, dialogiem międzyreligijnym, muzułmanami, krajami Bliskiego Wschodu. Podczas wypowiedzi pani Ochojska – mająca z pewnością do tego kompetencje – podkreślała metody jakich używa się dzisiaj poruszając problem uchodźców, mówiąc:

Uchodźcy stali się przedmiotem gry politycznej. I to negatywnej. Budowano przekonanie, że uchodźcy, migranci, inni są zagrożeniem dla naszej tożsamości, dla naszej kultury. I to jest dosyć wygodne myślenie. Takie zamknięcie się w sobie. Ten lęk przed atakami terrorystycznymi powoduje, że nam się wydaje, że zagrożenie jest wszędzie. Zapominamy przy tym wszystkim o tym, że właśnie o to chodzi terrorystom. Chcą nas sterroryzować. Narodem, który się boi łatwo rządzić.

Analizując współczesne wydarzenia, pani Ochojska zadawała również pytania dotyczące podejścia do spraw związanych z postrzeganiem drugiej osoby. Temat dotyczący sierot z Aleppo jest jedynie niewielkim fragmentem batalii, która rozgrywa się od dłuższego czasu w Polsce. Lęk i strach – w kontekście tragicznych wydarzeń, którymi miotany jest świat – przed terroryzmem jest zrozumiały, ludzki.

Ale czy mają być to dominujące uczucia będące pryzmatem przez, który powinniśmy postrzegać rzeczywistość ?

Strach potęguje agresję. A agresja prowadzi do skutków nieobliczalnych. Jednym z wątków poruszanych podczas poniedziałkowego wydarzenia był temat dotyczący fałszywych informacji podawanych w mediach oraz braku odpowiedniej edukacji względem innych kultur. Może to jest dobry trop. Poznanie sprawia, że lęk przestaje być dominujący.

Chciałbym zakończyć ten tekst słowami Janiny Ochojskiej, które usłyszałem na spotkaniu zorganizowanym z okazji Dnia Islamu w Kościele katolickim.

Jeżeli nie rozpoczniemy dialogu, to skutki mogą być nieobliczalne. Ta spirala będzie się nakręcała. Odwet za odwet. Jeżeli nie rozpoczniemy dialogu i nie będziemy w stanie siebie zrozumieć, to może doprowadzić do światowej wojny, która będzie kataklizmem. Chcecie państwo, żeby wasze dzieci żyły w takim świecie. Co po sobie zostawimy ?

Warto pamiętać, że uchodźcy to przede wszystkim ludzie, a nie tytuły serwisów internetowych lub obietnice polityczne. Na pierwszym miejscu są to ludzie, a dopiero później obywatele określonych krajów i wyznawcy danych religii. Ludzie, tacy sami jak ja, czy Ty – Drogi Czytelniku.

Comments

comments